Ale przecież ja już to przerobiłam! – czyli o tym, że życie to nie jest gotowy produkt

Sytuacja z warsztatów. Pracujemy nad czymś i w pewnym momencie mówię do uczestniczki, że jej problem związany jest z relacją z mamą i stłumionymi uczuciami do niej i wtedy słyszę to znamienne zdanie ALE PRZECIEŻ JA JUŻ TO PRZEROBIŁAM!
Zwykle w takim momencie schodzi ze mnie całe powietrze i opadają mi ręce. I przypominają mi się słowa Agnieszki, że „życie to nie jest gotowy produkt, który można odłożyć na półkę”.

Co to właściwie znaczy? No cóż, kiedy zaczynamy się rozwijać/pracować/przerabiać swoje problemy (wybierz zwrot jaki chcesz) to często umykają nam wtedy różne sprawy.

Pierwsza sprawa – problemy wracają, bo w życiu kręcimy się w kółko.

Wiem, nie brzmi to optymistycznie. Najprościej rzecz ujmując chodzi o to, że nasza życiowa ścieżka przypomina stożkową spiralę, która rozszerza się do góry. A nasz rozwój polega na posuwaniu się wzdłuż tej spirali coraz wyżej i wyżej. I jeśli na spirali pojawia się jakieś wydarzenie, które nazywamy „problemem” to kiedy jesteśmy młodsi, to natykamy się na ten problem dość często. Im dalej, tym rzadziej się na niego natykamy, ale jednak natykamy. Wciąż i wciąż. Po co? Żeby zobaczyć go z różnych perspektyw i żeby raz być w sytuacji, kiedy to my komuś sprawiamy przykrość, a raz po tej drugiej stronie, tak, aby wreszcie zdobyć pełną perspektywę 360 stopni. Po to, żeby doświadczyć tego „problemu” na poziomie myślenia, emocji i działania.

Problemy są różne. Czasem jest to – jak ja to nazywam – „kobyła”, czyli jakiś duży temat, powiedziałabym ŻYCIOWY. Coś takiego, co zaplanowaliśmy sobie jako główny cel, w rozwoju naszej duszy. I wtedy taka sytuacja zwykle bardzo mocno dotyka nas emocjonalnie. I bardzo emocjonalnie reagujemy także, kiedy powraca i wciąga nas na samo dno czarnej dupy.

Czasem są to mniejsze sprawy z którymi mamy związanych mniej stłumionych emocji, więc po poczuciu ich i przeżyciu, idziemy dalej.  I nawet jeśli takie sytuacje powracają, to ponieważ już nie wzbudzają w nas emocji, to nie rozdzieramy szat i nie płaczemy, że ZNOWU, bo po prostu nauczyliśmy się jak w takiej sytuacji postąpić, żeby problem rozwiązać, a co ważniejsze – ten problem przestał w nas wzbudzać silne emocje.

Jeśli taki efekt udało Ci się uzyskać w sprawie „kobyły”, sprawie w której miałaś wrażenie, że „już nic Ci nie pomoże i nigdy się od tego nie uwolnisz” – to BRAWO TY! Twoja Dusza właśnie zaliczyła kolejny level swojego rozwoju.

Druga sprawa – problemów się nie przerabia. Należy zająć się emocjami, które w nas wzbudzają.

No właśnie. Kiedy ktoś używa sformułowania „przerobiłam coś” lub „przepracowałam coś” to zaczynam od razu być podejrzliwa. Dlaczego? Ponieważ już samo używanie takiego określenia jest dla mnie wskazówką, że być może ta osoba nie zajęła się tym co najważniejsze – EMOCJAMI. Albo zrobiła to dość pobieżnie i z niejaką niechęcią. Albo wybiórczo.
Za „kobyłami” zwykle ukrywa się pełen pakiet emocji – emocje z grupy złości, lęku i smutku. Czasem jest tak, że pozwoliliśmy sobie w związku z daną sprawą poczuć złość, ale już nie wstyd. Albo smutek, ale złość już nie. Albo złość, ale już nie smutek. I tak dalej.

Emocji się nie przepracowuje. Emocje się przeżywa, czuje w ciele. Pozwala się im pobyć z nami tyle, ile potrzebują. Robi się dla nich miejsce. Rozmawia się z nimi, słucha się ich, pozwala się im mówić do nas.
Bywa, że latami chodzimy na terapię, rozmawiamy o naszych problemach PRZERABIAMY je, ale rzadko zajmujemy się emocjami jako takimi i przeżywaniem tych emocji. Nieustannie mnie dziwi, że tak właśnie jest i że nadal część psychologów i psychoterapeutów w ten sposób pracuje. Na szczęście jest też masa takich, którzy zajmują się na sesjach z klientami EMOCJAMI, ponieważ to właśnie prowadzi do rozwiązania.

 

problem z emocjami

 

Trzecia sprawa – wszystkie drogi prowadzą do ojca i matki i dzieciństwa.

Jeśli więc zdarza Ci się powiedzieć/pomyśleć „ale przecież ja już przerobiłam relację z moją matką/ojcem” to od teraz możesz raz na zawsze zapomnieć o tym zwrocie. Dlaczego? Bo jeśli tego nie zrobisz, będziesz się ciągle frustrować, że coś poprzednim razem źle zrobiłaś skoro ZNOWU WRÓCIŁO. A wracać będzie. Jeszcze być może nie raz. Co prawda z coraz mniejszą siłą, ale prawdopodobnie wróci. A frustracja, którą odczuwasz, że wróciło, tylko pogarsza Twój kontakt z uczuciami i emocjami i odbiera Ci możliwość bezpiecznego zdetonowania kolejnego ładunku emocjonalnego, który się właśnie postanowił „objawić”.

Zacznijmy od tego, że w dorosłym życiu, jeśli coś wzbudza w nas silne emocje, emocje niewspółmierne do bodźca (zwykle jest to złość, ale może to być również lęk czy smutek), to te emocje na bank są stłumionymi emocjami z dzieciństwa. Po prostu pojawiła się jakaś sytuacja, która naszemu mózgowi przypomina coś, co zadziało się w dzieciństwie, coś, co wzbudziło w nas bardzo dużo emocji i zostaliśmy z tymi emocjami wtedy całkiem sami. Nie umieliśmy wtedy jako dzieci sobie z nimi poradzić i to, co nasz mózg mógł wymyślić dla nas najlepszego (a mózg ma czasem bardzo w jego mniemaniu proste rozwiązania, które jednak okazują się rozwiązaniami generującymi nam w późniejszym czasie jeszcze więcej problemów) to po prostu sobie te uczucia WYPARŁ ZE ŚWIADOMOŚCI. Ot tak. I już. Niestety, uczucia pochowane żywcem, nigdy nie umierają i tak długo się w nas tłuką, tak długo nas męczą, dając o sobie nieustannie znać, aż wreszcie zmuszą nas, abyśmy się nimi zajęli.

Ale przecież ja już to przerobiłam! - czyli o tym, że życie to nie jest gotowy produkt

Dużo stłumionych emocji detonuje się po kawałku.

Jak już wspomniałam, jesteśmy wyposażeni w pełni zautomatyzowany mechanizm TŁUMIENIA I WYPIERANIA – emocji, wspomnień (które wiążą się z bolesnymi emocjami) czy też własnych zachowań. Wyparcie, czyli inaczej represja (od łac. reprimere, odpierać, odpychać, tłumić) to mechanizm obronny naszej psychiki. Polega on na zepchnięciu do nieświadomości naszych wspomnień, myśli, emocji czy zachowań, które wywołują bolesne skojarzenia i nieprzyjemne emocje. Wyparte części naszej osobowości istnieją nadal, jednakże nie są dostępne świadomości. Pojawiają się w naszych snach, albo przypominają o sobie poprzez wkurzające czy oburzające nas zachowania innych ludzi.

Jeśli więc w dzieciństwie, dzień po dniu musiałaś tłumić swoją złość, wstyd czy inną emocję, to nie licz teraz na to, że Twój mechanizm obronny wypuści to z siebie za jednym zamachem. Dlaczego? Zastanów się. Łatwiej Ci przeżyć małą eksplozję materiałów wybuchowych, czy dużą? No własnie. Jeśli więc masz dużo tych materiałów wybuchowych w piwnicy, to Twoja psychika będzie pilnować, żeby Cię przypadkiem nie zabiło, kiedy będziesz to detonować.

Dlatego właśnie mimo, że „już to przerabiałaś” powróciło. Albo dlatego, że pokazał się kolejny kawałek bomby do rozbrojenia, albo dlatego, że poprzednim razem nie zajęłaś się przeżywaniem emocji, tylko intelektualizowaniem swojego problemu. Być może go przeanalizowałaś, być może rozłożyłaś go na czynniki pierwsze, a nawet kwanty czy kwarki – ale jeśli nie pozwoliłaś sobie na poczucie i przeżycie uczuć – to wykonałaś tylko część pracy. I tak długo będzie Cię bolało, kiedy zetkniesz się z podobnym zachowaniem – jak długo nie chcesz wziąć odpowiedzialności za swoje emocje. Tak długo, jak będziesz się upierać, że Twoje emocje, nie mają związku z Tobą, ale to wina tej osoby, że tak Cię wkurza do białości, tak długo Twój ładunek nie będzie mógł zostać zdetonowany. A Ty uzdrowiona, szczęśliwa i zadowolona.

Ale przecież ja już to przerobiłam! - czyli o tym, że życie to nie jest gotowy produkt

Uwaga na pułapkę! Dlaczego niektóre osoby tak strasznie mnie wkurzają a inne nie?

Jeśli więc doświadczasz w jakieś sprawie silnych emocji – możesz założyć w ciemno, że osoba, która właśnie wytrąciła Cię z tej cudownej równowagi i Twojego wypracowanego ZEN – odpaliła Ci jakąś historię z mamą albo tatą, albo coś, co przeżywałaś w dzieciństwie.

Ponieważ osoby, które „odpalają” nam bardzo silne emocje, pojawiają się zwykle rzadziej w naszym życiu – dlatego mamy skłonność do myślenia, że to nie ma z nami związku, że ponieważ zachowanie tej osoby było skandaliczne to i Twoja reakcja musiała być silna.
No niestety, ale nie.

To znaczy, owszem, jeśli w momencie, kiedy ktoś na Ciebie nakrzyczy, Ty zareagujesz bardzo emocjonalnie – to możemy powiedzieć, że reakcja była współmierna do bodźca. Ale jeśli te emocje się utrzymują dłuższy czas i gdy tylko myślisz o tej osobie, albo wspominasz to wydarzenie – trafia Cię szlag – to znaczy, że ta osoba właśnie „zachęca” Cię, do przyjrzenia się jakiejś większej bombie ukrytej w Twojej piwnicy.

Życie to nie jest gotowy produkt, który możesz odłożyć na półkę. (*

No dobrze, cieszę się, że dotrwałaś do końca tego wpisu, bo to jest ten moment, w którym należy się raz na zawsze i ostatecznie pożegnać z nadzieją na to, że Ty decydujesz, czy coś „już zostało przerobione” czy jeszcze nie. To czas, na pozbycie się nadziei, że już wszystko posprzątane i Twoje życie jest zdezynfekowane chlorem, opakowane w nieskazitelne opakowanie z kokardką, że jest gotowym produktem, który możesz spokojnie odłożyć na półkę. Uwolnij się raz na zawsze od takiego myślenia, bo życie jest wystarczająco skomplikowane (chociaż zasadniczo jest w sumie dość proste) , żeby jeszcze się katować tym, że coś musi być ze mną nie w porządku, skoro nadal nie udało mi się raz na zawsze od czegoś uwolnić.

Być może pomoże Ci jeszcze metafora ze sprzątaniem :) Możesz zrobić generalne porządki, ale sama wiesz, że jeśli nie będziesz sprzątać regularnie nadal, to w końcu znów zrobi się brudno.
Dodatkowo, Twoja piwnica, którą czasem schodzisz posprzątać, ma wiele poziomów, na których znajdują się materiały wybuchowe, a kolejne klucze, do kolejnych poziomów, wręczają Ci kolejni okropni ludzie, którzy pojawiają się co jakiś czas w Twoim życiu. I kiedy już myślisz, że wszystko jest posprzątane, to… sama wiesz :)

Pogódź się więc z tym, że to sprzątanie może nigdy się nie skończyć, ale… ponieważ nabierasz coraz większej wprawy w kontakcie ze swoim ciałem i emocjami i odwagi w byciu z nimi i z sobą samą, to sprzątanie idzie Ci coraz szybciej i sprawniej. Ponieważ coraz bardziej zaprzyjaźniasz się ze swoimi emocjami, to nawet jeśli kolejne wyłażą z piwnicy, to już wiesz, że trzeba oddychać, czuć je, rozmawiać o nich, zająć się nimi, pozwolić im pobyć ze sobą, posłuchać ich.
Jeśli nie chcą mimo to odejść, może warto skorzystać z metody, jaką jest EFT, albo pomocy terapeuty, który ponazywa Ci pewne sprawy, dotrze do sedna, da Ci przestrzeń na to, żebyś była ze swoimi emocjami (nawet tymi z twarzą potwora i zębami wilkołaka) i żebyś nauczyła się je oswajać.

TO CO? RAZ, DWA, TRZY – ŻEGNAMY SIĘ Z „ALE PRZECIEŻ JA JUŻ TO PRZEROBIŁAM!” ?

 

(*) Zwrot „życie to nie gotowy produkt, który można odłożyć na półkę” usłyszałam kiedyś od Agnieszki, której ogromnie niniejszym dziękuję :)

 

Potrzebujesz praktyki w pracy z emocjami? Zapraszam na sesje albo warsztaty ze mną.

6 thoughts on “Ale przecież ja już to przerobiłam! – czyli o tym, że życie to nie jest gotowy produkt

  1. Szukalam odpowiedzi i ją znalazlam. Artykuł sugestywnie napisany trafiający w sedno sprawy. Nie ma w życiu przypadków zadasz pytanie odpowiedź przyjdzie szybciej niż się spodziewamy. Dziękuję z całego serca.

  2. Tak :) wiedziałam o tym…tylko tak „gdzieś w środku” a teraz dopiero to wylazło i jedna z bomb eksplodowała…ale to dobrze :) Bardzo dziękuję i gorąco pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *