Dawcy i Biorcy mają tę samą potrzebę, jednak mają inną strategię postępowania, żeby ją zaspokoić.

Wpis o związkach, co kończą się z dnia na dzień od momentu opublikowania do dzisiaj przeczytało ponad 9600 osób.
Wpis o Dawcach i Biorcach też cieszy się dużą popularnością.
Oba jednak wywołały sporo pytań. Dzisiaj chciałabym nieco rozjaśnić temat.

Bycie Dawcą czy Biorcą to tylko POSTAWA, za którą kryje się dokładnie ta sama potrzeba. Potrzeba miłości. Przede wszystkim musimy sobie uświadomić, że bycie Dawcą czy Biorcą oznacza już w założeniu jakiś brak równowagi w działaniu. Jednak samo działanie, jest napędzane tym, co czujemy. Emocjami. Niezdrowe działania są zwykle napędzane LĘKIEM. Kiedy więc mówimy o Dawcach i Biorcach, tak naprawdę mówimy o dwóch typach skrajnych zachowań – niezdrowych. Za tymi zachowaniami stoi lęk, że „nikt nas nigdy nie pokocha” albo że „nie zasługujemy na miłość” lub „nie jestem dość dobry/dobra”.  I właśnie, żeby ten lęk uciszyć, zagłuszyć – albo dajemy albo bierzemy – z niewłaściwych powodów.

Tak więc, nie ma znaczenia, czy jesteś Dawcą czy Biorcą. Na głębokim poziomie, te dwa typy osób, są tak samo niezdrowe i oba typy w niezdrowy sposób szukają miłości na zewnątrz siebie, zamiast w sobie.

 

 

Czego w takim razie na pewno NIE robić?

Zamiast skierować swoją uwagę na uczucia, lęki, poczuć je i pracować nad miłością własną – staramy się, poprzez pewne zachowania uciec od tego lęku, udowadniając sobie, że na tę miłość zasługujemy. Robimy to właśnie dając albo biorąc. Ale, w ten sposób, ciągle jesteśmy uzależnieni od tego, czy znajdziemy osobę, którą możemy obdarować i w zamian za to, otrzymać trochę namiastki miłości albo kogoś, kto nas czymś obdaruje, abyśmy poczuli się kochani.
Dawcy bardzo często są…. manipulatorami. Dobrze widać to w tej tabelce.
Tak więc jeśli jesteś albo Dawcą albo Biorcą – oznacza to, że ciągle szukasz miłości na zewnątrz siebie, zamiast nauczyć się ją dawać sobie.
I może być też tak, że w jednym związku przyjmujesz bardziej strategię Dawcy, a w drugim bardziej strategię Biorcy.

Czy to znaczy, że zdrowa osoba nie daje i nie bierze?

Oczywiście, że nie. Daje i bierze, zachowując równowagę, ale – co najważniejsze – robi to nie dlatego, że chce poprawić sobie samopoczucie za pomocą innych osób.
Osoba, która potrafi zarówno dawać i brać, to zazwyczaj taka, która umie zaspokoić swoje potrzeby emocjonalne. Która najzwyczajniej na Świecie – kocha samą siebie. W pierwszej kolejności. Bardziej niż partnera, bardziej niż dzieci, bardziej niż rodziców, bardziej niż przyjaciół. To nie znaczy, że jest dla nich niedobra. To znaczy, że w pierwszej kolejności troszczy się o siebie. Nie da się prawdziwie i zdrowo pokochać kogoś, jeśli nie kochamy samego siebie. Czas więc pokochać siebie. Ale żeby to zrobić, trzeba najpierw wiedzieć jak i czego możemy się spodziewać.

 

 

Co to znaczy wobec tego POKOCHAĆ SIEBIE? Jak pokochać siebie?

  1. Kochać siebie, to być dla siebie dobrym.
  2. Traktować siebie tak, jak traktujemy swojego najlepszego przyjaciela.
  3. Być dla siebie najlepszym przyjacielem.
  4. Być dla siebie wyrozumiałym i czułym.
  5. Zaprzestać krytykowania siebie, myślenia i mówienia o sobie źle.
  6. Być dla siebie życzliwym.
  7. Umieć sobie wybaczać.
  8. Dobrze się odżywiać, dbać o swoje ciało fizyczne, wysypiać się.
  9. Dbać o równowagę między pracą a odpoczynkiem.
  10. Mieć świadomość swoich granic i umieć o nie zadbać.
  11. Sprawiać sobie przyjemności.
  12. Dbać o swoje relacje – zawodowe, osobiste.
  13. Unikać toksycznych ludzi i kończyć relacje, w których nie ma szans na zmianę.
  14. Tworzyć zdrowe relacje, w których jest miejsce, na rozmowę o uczuciach.
  15. Dawać sobie prawo, do postępowania zgodnie ze swoimi uczuciami.
  16. Wierzyć, że wolno nam popełniać błędy, że jesteśmy tylko ludźmi i w pewnym sensie z natury jesteśmy niedoskonali (i doskonali zarazem ;))
  17. Pytać się siebie: jak się czuję? na co mam ochotę? czy moje potrzeby są zaspokojone?
  18. Słuchać siebie uważnie – swoich uczuć, potrzeb, intuicji.
  19. Dawać sobie przestrzeń na przeżywanie swoich emocji.
  20. Dbać o swój komfort emocjonalny i  o zaspokojenie swoich potrzeb.
  21. Umieć prosić o pomoc i wsparcie.
  22. Rozmawiać z bliskimi osobami o swoich uczuciach.
  23. Dbać o wszystkie sfery swojego życia – o swoje finanse, o porządek wkoło siebie.
  24. Załatwiać swoje sprawy, dbać o swój interes.
  25. Brać odpowiednie wynagrodzenie za swoją pracę.
  26. Tworzyć krąg przyjaciół i mieć zdrowe relacje z ludźmi.
  27. Pozwalać innym ludziom dbać o siebie.
  28. Doceniać siebie, być sobie wdzięcznym.
  29. Stać po swojej stronie, nie zdradzać siebie samego.
  30. Ufać sobie.
  31. Nie iść ze sobą i innymi ludźmi na „zgniłe kompromisy”.
  32. Kochać, a przynajmniej lubić swoja pracę.
  33. Znajdować czas na rozwijanie swoich pasji i realizowanie marzeń.
  34. Wyciągać wnioski, z tego, co nas spotyka.
  35. Dać sobie czas na zastanowienie – czy mam na to ochotę?
  36. Umieć odmawiać innym.
  37. Dać sobie prawo do wszystkich uczuć.
  38. Dać sobie prawo do życia po swojemu.
  39. Bać się i mimo to, działać.
  40. Być sobie wiernym.
  41. Być ze sobą i przy sobie w dobrych i złych chwilach.
  42. Nie uciekać od samego siebie i swoich emocji.
  43. Doceniać siebie, czuć dla siebie wdzięczność, radość, przyjemność.
  44. Umieć się bawić i być twórczym.
  45. Stosować wobec siebie zdrową dyscyplinę i być wytrwałym w dążeniu do celu.
  46. Wiedzieć, kiedy odpuścić.

TUTAJ MOŻESZ POBRAĆ LISTĘ W FORMACIE PDF I WYDRUKOWAĆ :) 

Tak wiem, ta lista jest długa.

I nie jest kompletna. I wprowadzenie tych „przykazań” w życie, może trwać nawet bardzo długi czas. Zwłaszcza, jeśli do tej pory źle traktowaliśmy siebie. Zwłaszcza, jeśli wychowywaliśmy się w domu, gdzie nasze prawa nie były w żaden sposób respektowane, a nasze uczucia i potrzeby nie były dla nikogo istotne.
Tak, wiem – w początkowym okresie „kochanie siebie” wygląda jak ciężka praca. Ale jest to praca, bez której nie stworzymy zdrowych relacji. Bo każda zdrowa relacja z inną osobą, zaczyna się od zdrowej relacji z samym sobą.

Czego można się spodziewać, kiedy rozpoczynamy projekt „Kocham siebie”?

Wydawałoby się, że „kochanie siebie” to sama frajda i przyjemność. Ale kiedy zaczynamy wdrażać w życie punkty z listy, zaczynają się dziać w naszym przekonaniu same „złe rzeczy”. Ludzie zaczynają jeden po drugim znikać z naszego życia, a my mamy atak paniki, że zostaniemy całkiem sami i umrzemy w samotności. Albo Ci ludzie – zanim znikną – zaczynają nas atakować i krytykować. Wbrew pozorom, to bardzo dobry objaw ;)
To znaczy, że się zmieniamy, a ludzie, którzy byli do tej pory przy nas, tak samo jak i my – nie kochali siebie. Chcą więc, abyśmy zostali tacy sami, żebyśmy nadal zaspokajali ich potrzeby i żebyśmy się od nich nie odróżniali. Bo patrząc na nas, mogą skonfrontować się z tym, że oni także siebie nie kochają. A oni chcą nadal żyć w nieświadomości.

 

 

 

Zaczynam kochać siebie i czuję się gorzej… Dlaczego?

Dlatego, że do tej pory miałaś w życiu strategie działania, które odcinały Cię od Twoich uczuć. Od lęku, smutku, złości. A teraz uczucia, wypływają na powierzchnię. Kochanie siebie jest przecież UCZUCIEM. Ale także pozwoleniem sobie na uczucia, rozmawianiem z samym sobą o swoich uczuciach. Emocje, są jak gromadka naszych dzieci. Żeby móc kochać siebie i innych, musimy w pierwszej kolejności zacząć być w czułym kontakcie ze swoimi uczuciami. Nie wybiórczo że tylko radość, wdzięczność i miłość. Nie, nie nie. Także ból, lęk, złość, gniew, nawet nienawiść, zazdrość, poczucie winy, wstyd, bezsilność. Kiedy odnajdujemy drogę, do każdego z naszych emocjonalnych „dzieci”, zaczynamy też dostrzegać, że prawdziwa, zdrowa relacja opiera się o kontakt naszych „emocjonalnych dzieci” z cudzymi „emocjonalnymi dziećmi”.

Z początkami kochania siebie jest jak z detoksem. Kiedy odstawiamy wszystkie trucizny, którymi się do tej pory karmiliśmy, zaczynamy czuć się gorzej, czasem nawet zaczynamy brzydko pachnieć, robią nam się pryszcze na twarzy, jesteśmy zmęczeni. Dopiero z czasem zaczyna być lepiej. Ale też, kiedy się oczyścimy – w styczności z trucizną, na którą organizm już wcześniej nie reagował nawet, bo tak bardzo był zanieczyszczony – nasze ciało potrafi zareagować w bardzo „ostry” sposób. Tak samo jest z emocjonalnym detoksem.

Zaczynam kochać siebie i ludzie się na mnie złoszczą

Jeśli jesteśmy Dawcą, możemy spotkać się z zarzutem – „zmieniłaś się” (w domyśle na gorsze), „zrobiła się z Ciebie straszna egoistka”. Z zachęcaniem nas do powrotu do starego schematu. Wpędzaniem nas w poczucie winy, żeby wymusić na nas z powrotem stary sposób zachowania. To oczywiście budzi lęk i zwątpienie w nasz nowy kodeks postępowania.

Może być też tak, że jeśli do tej pory byliśmy Biorcą – możemy źle się czuć z odpowiedzialnością, która na nas spada. Bo teraz trzeba zacząć samemu załatwiać swoje sprawy i dbać o siebie. Trzeba zrobić porządek ze swoim życiem, samemu dbać o zaspokajanie swoich potrzeb. Nie rozglądać się na boki, szukając „ratunku”. Trzeba też przestać korzystać z pomocy innych nagminnie i zakomunikować to ludziom, którzy do tej pory nas ratowali z opresji albo załatwiali coś za nas. Oni także mogą tego nie rozumieć, że chcemy być wreszcie odważni, samodzielni i niezależni.

Kochaj bliźniego swego jak siebie samego.

Każdy z nas, czy chodził do Kościoła czy nie – zna to przykazanie. Ale większość ludzi rozumie je błędnie. A przecież podsumowuje ono to, o czym piszę. Jak siebie samego. Czyli najpierw siebie, a potem na wzór tej miłości – innych. Nie da się tego zrobić inaczej.

Dlatego warto pamiętać, że gdyby każdy z nas dbał w pierwszej kolejności o siebie, a dopiero w drugiej o innych – nie musielibyśmy ratować nieustannie innych ludzi i się o nich zamartwiać, że sobie bez nas nie poradzą. Pamiętajmy też, że Wszechświat troszczy się o wszystkich. Że nie jesteśmy jedyną osobą, która może komuś pomóc. Są też inni. Osoba, która naprawdę potrzebuje pomocy i jej szuka, nie powinna poprzestawać na jednej, wybranej osobie, która ma jej pomóc. Powinna się otworzyć na różne rozwiązania i formy pomocy. Ale zazwyczaj, idzie do tej samej osoby, do której ma już „wytartą ścieżkę”. Nie zadaje sobie trudu szukania w różnych miejscach, bo to naraża jej emocje, a tego przecież nie chce. Chce mieć łatwo. Nie chce czuć lęku i dyskomfortu.

Piszę to także z perspektywy zawodu, który ewidentnie kojarzy się z pomaganiem. Przecież nie jestem jedyną „pomagaczką”. Ale, oczywiście, nawet wśród terapeutów znajdą się osoby, które boją się odmówić komuś pomocy. Które uważają, że jak one nie pomogą, to nikt nie pomoże potrzebującym. Jak bardzo męczące jest takie myślenie i jak bardzo dezorganizuje życie i jak bardzo płynie z podszeptów „ego”. Jest mnóstwo osób, do których możemy się zwrócić o pomoc. Nie poprzestawajmy tylko na jednej.

Co może Ci pomóc w emocjonalnym detoksie?

Odpowiednie lektury:

  • Zdrowa Dusza – Lesława Jaworowska
  • Matki, które nie potrafią kochać – Susan Froward
  • Możesz uzdrowić swoje życie – Louise Hay
  • Toksyczni rodzice – Susan Forward
  • Droga do bliskości – Pia Mellody
  • Lęk przed bliskością – Janet G. Woititz
  • Emocjonalna niedostępność – Collins Bryn
  • Miłość nie rani – Chuck Spezzano
  • Kochaj co masz. Cztery pytania, które zmienią Twoje życie – Katie Byron
  • Toksyczna miłość – Pia Mellody
  • Kocham siebie takim jakim jestem – Hubertus von Schoenebeck
  • Asertywność w przykładach. Jak zachować się w typowych sytuacjach. – Dorota Gromnicka
  • Porozumienie bez przemocy. O języku serca. – Marshall B. Rosenberg

Odpowiednie materiały wideo

Odpowiednie metody:

Wsparcie innych ludzi

One thought on “Dawcy i Biorcy nie kochają siebie. Jak pokochać siebie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *