Tak dobrze żarło i zdechło.

Znacie to? Poznajecie kogoś, jest tak radośnie i przyjemnie, relacja trwa tygodnie, miesiące, lata, zacieśnia się, zwierzacie się sobie, przyjaźnicie się, życia bez siebie nie umiecie sobie wyobrazić, wierzycie głęboko, że tak już będzie ZAWSZE, aż tu nagle dosłownie z dnia na dzień JEB i nie ma co z owej relacji zbierać?

Ja znam. Wspominałam o tym przy wpisie poświęconemu Dawcom i Biorcom.

Jakie mogą być powody? Jak to możliwe, być z kimś tak blisko i nagle wcale ze sobą nie utrzymywać kontaktu? Czy cała ta znajomość była jednym wielkim kłamstwem i zaślepieniem? I tak i nie.

 

Przypadek pierwszy. Jesteś Dawcą i związałeś się z Biorcą.

Nieświadomi Dawcy mają naturalną skłonność do bycia w relacjach, gdzie dają bez końca. Mogą mieć też skłonność do idealizowania i nie dostrzegania tego, że druga strona nie mówi dziękuję i nie odwzajemnia się na równi z dawaniem. I tu ważna sprawa. Samo dziękuję też na dłuższą metę nie wystarczy. Ja często łapałam się na tym, że w przypadku niektórych Biorców, kiedy docierało do mnie „w co gramy” mówiłam „nawet nie usłyszałam dziękuję”. Wydawało mi się, że to by mi wystarczyło. Okazuje się jednak, że to za mało.

W dobrym związku musi być równowaga w dawaniu i braniu. Nie tylko w dziękowaniu. Dawanie i branie to forma wymiany energii potrzebna do trwałości i dobrej jakości relacji. Kiedy ta równowaga energetycznej wymiany zostaje zachwiana, to wcześniej czy później odbije się to na relacji. Jedyną relacją, gdzie można tylko brać, jest relacja między rodzicem i dzieckiem. Rodzic daje a dziecko bierze (także to dorosłe). Zrewanżować może się swoim dzieciom, ale nie powinno rewanżować się rodzicom. Natomiast jak najbardziej może im podziękować. W tej akurat relacji, energia płynie w jednym kierunku. W pozostałych relacjach powinna płynąć w obydwie strony.

Wracając do naszego przypadku. Jesteś Dawcą i pewnego dnia orientujesz się, jaka naprawdę jest ta relacja, że panuje w niej nierówność. Jeśli nadal zależy Ci na tej relacji, mimo wszystko, warto byłoby porozmawiać z tą drugą stroną o tym jak to widzisz. Nie zawsze się to udaje, nie zawsze jest to możliwe. Do tanga trzeba dwojga. I albo Tobie może zabraknąć odwagi, albo drugiej stronie chęci wysłuchania i „przyjęcia na klatę” tego, co masz do powiedzenia. Może Cię nawet wysłuchać, ale nadal nie rozumieć o co Ci chodzi tak naprawdę.
Może też zabraknąć Ci świadomości tego, co się właściwe stało, czujesz, że już masz dość i nie jest Ci „milusio i fajniusio” i kończysz relację z wielkim „WTF”* nad głową. (Znam z autopsji). Czasem potrzeba wiele razy wejść w podobną relację, żeby wreszcie krzyknąć EUREKA!

 

 

Przypadek drugi. „Houston, mamy problem” czyli – rozjechały nam się systemy wartości.

Czym jest ów magiczny system wartości? Jak podaje niezawodna Wikipedia

Wartości – przedmioty i przekonania, determinujące względnie podobne przeżycia psychiczne i działania jednostek. W rozumieniu kulturowym wartości to powszechnie pożądane w społeczeństwie przedmioty o symbolicznym charakterze oraz powszechnie akceptowane sądy egzystencjonalno-normatywne (orientacje wartościujące). 

System wartości to zespół wartości uporządkowany według stopnia ważności. Powiązania między wartościami nie są wyłącznie liniowe. Do ujawnienia hierarchii wartości dochodzi najczęściej w sytuacji konfliktowej, gdy konieczny jest wybór i rezygnacja z danych wartości.

No właśnie. Do ujawnienia jaki kto ma NAPRAWDĘ system wartości dochodzi zwykle w trudnych sytuacjach. Kiedy życie toczy się powoli, leniwie i nie stawia przez daną relacją żadnego wyzwania, to, że osoba, z którą jesteśmy w relacji ma inny system wartości od naszego pozostaje poza naszą świadomością. Dopiero trudna sytuacja, w której trzeba dokonać jakiegoś wyboru, może to zweryfikować. Dlatego właśnie, kryzysy pokazują nam prawdę na temat naszych relacji.

System wartości to nie byle co.

Czy ta osoba, kiedy się rozchorujemy jest przy nas? Czy bierze – powodowana lojalnością – (bo to dla niej wartość) naszą stronę w konfliktowej sytuacji? Czy dotrzymuje danego „w dobrych czasach” słowa (bo honor jest jej wartością) czy też przedkłada egoistyczne pobudki i własne dobro nad dobro relacji? Czy porzuca nas i relację z nami i ma gdzieś nasze potrzeby emocjonalne, kiedy tylko na horyzoncie pojawi się inna osoba, która wydaje jej się bardziej wartościowa (bo nie jest dla niej wartością lojalność i wierność). Czy nas okłamuje i jest nieszczera (bo nie jest jej wartością spójność, szczerość i otwartość oraz odwaga).

Dlaczego wytaczam aż tak ciężką artylerię i poruszam kwestię lojalności, wierności? Ponieważ mówimy o wartościach. O czymś co jest ponadczasowe i sprawia, że nasze życie jest godne.
Bo, znów posługując się Wikipedią „pojęcie wartości wywodzi się z języka niemieckiego od słów Wert i Wuerde, które oznaczają godność, honor, powagę lub godny i wartościowy.”

Jeśli w relacji znajdą się dwie osoby o rozbieżnych systemach wartości, wtedy w sytuacji kryzysowej taki związek ma duże szanse się rozpaść. Czy to źle? Moim zdaniem nie. Jeśli ludzie mają rozbieżne systemy wartości, to na dłuższą metę nie będą w szczęśliwej, zdrowej relacji. Jeśli moją wartością jest wierność, to kiedy zwiążę się z osobą, dla której nie jest to istotne, wcześniej czy później zaczniemy się o to kłócić. I – co najgorsze – szanse na osiągnięcie porozumienia, czy kompromisu będą żadne. Można, owszem trwać w takiej relacji, ale nie będzie ona ani zdrowa ani szczęśliwa. I szanse na to, że następnym razem ktoś zachowa się w podobnej sytuacji inaczej są minimalne.

 

 

Czy to boli, kiedy tyle czasu było nam razem „dobrze” i nagle z dnia na dzień wszystko się skończyło?

OCZYWIŚCIE. Czy uświadomienie sobie, jaka była przyczyna zmniejsza ból? Nie. Ale… może nas skutecznie powstrzymać od prób ratowania takiej relacji na siłę, albo samobiczowania. Taka świadomość popycha nas też do tego, aby przynajmniej podejmować próby rozmów o wartościach zanim wpakujemy się w kolejną. Do zadania najpierw sobie pytania – co jest dla mnie ważne? Co w relacji jest dla mnie nienegocjowalne? Na jakie kompromisy na pewno nie pójdę? Z czego nie jestem w stanie zrezygnować?

A później trzeba te same pytania zadawać osobie, z którą wiążemy jakieś „nadzieje”. Przy czym, należy mieć świadomość, że to, co ktoś deklaruje, a co naprawdę robi, to dwie oddzielne kwestie. Dlatego lepiej dowiedzieć się, jak ta osoba wcześniej się ZACHOWYWAŁA.
To samo dotyczy nas. Możemy sobie deklarować, że zależy nam na tym, czy na tamtym, ale przypomnijmy sobie, jak POSTĄPILIŚMY w konkretnych sytuacjach, a nie jak CHCIELIŚMY postąpić.

Czy chcę powiedzieć, że ludzie się nie zmieniają, a system wartości jest jeden przez całe życie?

Nie. Oczywiście że nie. Na szczęście. Czasem kryzysowe sytuacje i łomot, który dostajemy od życia (rozwód, zdrada, ciężka choroba nasza albo członka rodziny), czasem przebywanie z osobami, które na nas w jakiś szczególny sposób wpływają, czasem jakieś ważne wydarzenie (urodzenie dziecka, wzięcie ślubu, przystąpienie do organizacji itp) mogą spowodować zmianę naszego systemu wartości. Coś, co nie było wcześniej ważne, ani istotne, nagle zaczyna takie być.

Chciałabym się na chwilę zatrzymać przy sytuacji, w której ktoś nas skrzywdził.
Jak sprawdzić, czy jest szansa, że ta osoba zmieni swój system wartości w obliczu zagrożenia, że może na zawsze stracić relację z nami?
Że taka sytuacja, jest właśnie owym kryzysem, który daje szansę na modyfikację jej systemu wartości?
Taka osoba musiałaby:

  • czuć się winna
  • szczerze przeprosić
  • zadośćuczynić
  • obiecać, że nigdy więcej tego nie zrobi
  • dotrzymać słowa

Poczucie winy jest tutaj kluczowe. Szczere, prawdziwe poczucie winy. Ponieważ to ono prowadzi do szczerych przeprosin, do szczerej, płynącej z serca chęci zadośćuczynienia, obietnicy zmiany i dotrzymania słowa. Jeśli osoba, która nas (świadomie bądź nie) skrzywdziła, nie czuje się w żaden sposób winna, a przeprasza nas jedynie dlatego, żeby nas udobruchać i aby spowodować, abyśmy pozwolili jej wrócić do relacji z nami, relacji z której miała jakieś korzyści, z których nie jest gotowa zrezygnować – szanse na to, że taki powrót cokolwiek zmieni są żadne. Wtedy trzeba odejść nie oglądając się za siebie. Opłakać stratę, wyciągnąć wnioski i żyć dalej. Szukać ludzi, którzy podzielają nasz system wartości.

 

 

Czy mogę się jakoś zabezpieczyć przed takimi sytuacjami? Żeby nie bolało?

Oj. Wiem, wiem, bardzo, bardzo boli. Czy można uniknąć tego bólu? Bólu nie unikamy, ale sytuacji, który potencjalnie może ten ból wywołać możemy. Jak to zrobić?
Rozmawiać, pytać, uważnie słuchać. O przeszłości tej osoby, z którą zamierzamy się związać – zwłaszcza. Ale najpierw, wybierzmy się na wyprawę wgłąb siebie, aby poznać swój system wartości, bo tylko wtedy będziemy wiedzieli, o co pytać tę drugą stronę.

Teraz trochę żartobliwie ;) O innym sposobie, śpiewał kiedyś Włodzimierz Wysocki w pięknej piosence
Песня о друге (Pieśń o przyjacielu).
Polskie tłumaczenie tej piosenki znajdziesz tutaj. 

Przypadek trzeci, czyli pierwszy i drugi razem.

Boski plan. Plan naszej pokręconej Duszy. No właśnie. Mamy skłonność, kiedy kończą się relacje trwać w złości, w smutku, w lęku czy w poczuciu winy. Przeżycie tej emocji i otwarcie się na to, że z perspektywy naszej Duszy, wszystko jest dokładnie takie, jakie ma być i przydarza nam się w jakimś konkretnym celu bywa pomocne. Nawet, jeśli potrzebujemy jeszcze kilka razy wejść w podobne relacje, żeby wyraźnie zobaczyć o co mogło chodzić – to nadal ma to sens.

Pewne relacje są nam dane na całe życie, pewne relacje tylko na chwilę, żeby coś się w nas zadziało, coś otworzyło, coś zmieniło. Czasem tak bardzo jesteśmy przywiązani do koncepcji, że jeśli relacja się skończyła, to nigdy się tak naprawdę nie zaczęła, że mamy skłonność zapominać o dobrych rzeczach, które się w niej dla nas zadziały i zostawać tylko ze złymi wspomnieniami. A przecież ludzie nie są czarno-biali. I życie też takie nie jest.

Coś dostałaś (okazję do rozwoju, do nauczenia się stawiania granic, do sprawdzenia, jaki jest Twój system wartości i coś straciłaś (może iluzję na swój temat albo na temat tej osoby i relacji). Najważniejsze – nie trać nadziei, że możesz stworzyć zdrową relację, opartą na wzajemnym szacunku i istotnych dla Ciebie wartościach. Nie trać siły i energii, na trwanie (chociażby myślami czy emocjami) przy przeszłości. Zainwestuj tę energię, żeby dowiedzieć się co jest dla Ciebie w relacji ważne i w poszukiwanie ludzi, którzy podzielają Twoje wartości. Być może już nie będziesz mieć kilkunastu przyjaciół, tylko kilku. A może wreszcie, kiedy popracujesz nad sobą, będziesz mieć przyjaciół, których nigdy nie miałaś?
Tego właśnie chcą nasze Dusze. Abyśmy wyciągali właściwe wnioski z tego, co nas spotyka, dowiadywali się, co jest istotne dla naszych serc i podążali za tym. Abyśmy byli zdrowi i szczęśliwi.


Wiem, bolało.

Teraz trzeba oczyścić ranę, dowiedzieć się jak to się stało, że się pokaleczyliśmy, wybaczyć temu, kto nas pokaleczył (co nie przekłada się wcale na utrzymywanie z nim relacji). Teraz trzeba będzie przykleić plasterek na oczyszczoną ranę i dać sobie czas, żeby się zagoiło. Czasem dużo czasu. Bo niektóre rany goją się dłużej. A potem, kiedy zostanie nam już tylko piękna blizna – trzeba patrzeć na nią i pamiętać skąd i w jaki sposób się wzięła i pilnować, żeby nie przytrafiło nam się to znowu. A jeśli tak się wydarzy, że znowu, to znów uważnie sprawdzić jak do tego doszło, bez obwiniania siebie, bez samooskarżania i krytykowania siebie, że za wolno się uczymy ŻYCIA.

Dusza wie lepiej od nas. Ilu lekcji potrzebujemy i jak długo je powtarzać, abyśmy mogli dobrze przyswoić cały potrzebny nam w tej klasie, w tym życiu materiał.
Wszechświat ani Ci Z Góry się nie mylą. Liczą po prostu na to, że za którymś razem, będziemy już mieli na tyle zbudowany swój system alarmowy, że będziemy na tyle czujni, żeby kiedy pojawi się w naszym życiu kolejna osoba „starego typu” i poprosi nas do „tańca” to po prostu jej odmówimy. Bo te osoby BĘDĄ nadal się pojawiać i będą nam ten taniec proponować. I nie dlatego, że coś jest z nami „nie tak” i to właśnie dlatego, że coś jest z nami nie tak, to ciągle „przyciągamy takie same osoby do naszego życia”. Każdy przyciąga takie osoby, ale nie każdy wybiera bycie z nimi w relacji. Drobny szczegół ;)

Życie jest pełne WSZYSTKIEGO i wszystko pojawia się w naszym życiu. Do nas jednak należy decyzja, czy wybieramy i zapraszamy na dłużej to, co może nas potencjalnie pocharatać, czy omijamy to szerokim łukiem, machając temu z daleka.

 

*WTF slang. wulg. what the fuck? → co jest, do kurwy? (także za Wikipedią)

 

Pozostałe artykuły związane z Dawcami i Biorcami:

http://zdrowadusza.com/blog/dawcy-i-biorcy-nie-kochaja-siebie-jak-pokochac-siebie/
http://zdrowadusza.com/blog/biorcy-biora-bo-dawcy-daja-jak-nauczyc-sie-brac-i-dawac/

15 thoughts on “Dlaczego bliskie relacje czasem kończą się z dnia na dzień

  1. Dokładnie moja sytuacja z przyjaciółką brak wyjaśnień i ogromny ból a ja dalej cierpię :( ale artykuł super

  2. Świetny artykuł. Zastanawia mnie tylko jedno. Czy dzieci mogą „brac” do woli? A co jesli nauczylismy je oczywiście nieswiadomie bycia pijawkami? I biorą i biorą i choc dziękują to przez swoje zachowanie wpadaja w klopoty a potem oczekują a wrecz wymuszają po cichutku pomoc?

    1. Marta, to co piszesz nie brzmi zdrowo. Rodzice mogą dawać, ale nie MUSZĄ. W każdej relacji, nawet w tej rodzic-dziecko trzeba szanować granice tej drugiej strony. Zwalnianie swojego dziecka z odpowiedzialności za popełniane błędy nie prowadzi do niczego dobrego.
      Mogę Ci polecić lekturę fajnej książki
      http://www.legimi.pl/ebook-samo-sedno-asertywnosc-w-przykladach-jak-zachowac-sie-w-typowych-sytuacjach-dorota-gromnicka,b129932.html

  3. Super artykul!!!Bardzo interesuje sie psychologia,bardzo duzo czytam w tej dziedzinie,ale musze przyznac,ze jeszcze z tak dobrym artykulem sie NIGDY nie spotkalam!Naprawde rewelacja!!!

  4. Bardzo dobry tekst! P.S. Mała prośba, jeśli już piszesz do szerszej publiczności, to poprawność powinna być równie istotna. Nawet wstawianie lub brak przecinków. Np. przed – albo – czy nie daje się przecinka. Jestem taką osobą, którą bolą nawet takie niepoprawności, ponieważ sama redaguję teksty. Pozdrawiam;)

    1. Przepraszam Emma,ale nie wiem,czy dobrze zrozumialam Twoj komentarz?Pamietam ze szkoly,ze jezeli w zdaniu sa 2 czasowniki,to trzeba wstawic przecinek,zeby je rozdzielic!A w zdaniach gdzie uzywamy „czy” zazwyczaj wystepuja 2 czasowniki?!
      P.S.pisze bez polskich liter,gdyz mieszkam za granica i nie mam polskiej klawiatury;-)

  5. Jeszcze pare zdan do komentarza pani Emmy:nigdy nie bylam najlepsza z gramatyki,ale tez nie najgorsza i moim zdaniem poprawnosc Twoch tekstow Lesiu dla przecietnego czytelnika jest dobra!Ja przeczytalam prawie wszystkie Twoje wpisy i NIGDY nie mialam problemu ze zrozumieniem tego co chcialas w nich przekazac.Wrecz przeciwnie,sa pisane prostym jezykiem,przystepnym dla kazdego i o to w tym wszystkim chodzi!Przewaznie ludzie,ktorzy szukajacy pomocy,czytaja Twoje artykuly i dlatego najwazniejsze jest,zeby kazdy dobrze odebral/zrozumial to,co chcesz nam przekazac!
    Nie chce tu nikogo obrazic,ani atakowac,ale moim zdaniem to co napisala pani Emma,ta regolke gramatyczna,jest niezrozumiala,przynajmniej dla mnie!
    Pozdrawiam;-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *