Wybaczanie zaczyna się od złości.

Wybaczanie kojarzy nam się z czymś pozytywnym, z byciem dobrą osobą, ze zrozumieniem i akceptacją. Jednak tak naprawdę, wybaczenie zaczyna się od złości. To właśnie jest początek wybaczenia. Często trafiają na moje zajęcia osoby, które mają nadzieję, że nie będą musiały się zezłościć, że dam im metodę, która „w magiczny sposób” uwolni ich od ciężaru emocji w taki sposób, żeby odbyło się to „poza nimi”.

Wybaczanie to akceptacja.

Jednak proces wybaczania, który jest tak naprawdę procesem akceptacji, żeby był skuteczny i efektywny, musi zawierać w sobie parę elementów, a jednym z ważniejszych z nich jest właśnie wejście w kontakt z emocjami, które wzbudza w nas jakaś osoba (lub grupa osób) czy sytuacja.
Kluczowe jest wejście w kontakt z tą emocją, poczucie jej w swoim ciele i przeżycie jej, pozwolenie, alby zaistniała w naszym ciele i wyrażenie zgody na to. Wtedy emocja ma szansę odpłynąć, a my możemy się wreszcie od niej uwolnić.

Pozwolić sobie na emocje.

Kiedy pozwolimy sobie na złość, ujawnia się kolejna ukryta za nią emocja – smutek, bezsilność, lęk (zazdrość, poczucie winy) czy wstyd. Emocje związane z przykrą dla nas sytuacją przychodzą falami, są jak warstwy cebuli, ukryte jedne, pod drugimi. Najczęściej pierwsza na górze to złość, a pod nią ukryte inne. Kiedy dajemy sobie zgodę na odczuwanie ich, na to, żeby było właśnie takie, jakie są – wtedy przeżyte, szybko odchodzą.

Kiedy nie dajemy im zgody na ich obecność, trwają przy nas, czasem całymi latami. Na warsztatach często zdarza się, że osoba, do której mówię „nie pozwalasz sobie na przeżycie złości w związku z tą sytuacją” zaprzecza i mówi: „to nieprawda, ja się cały czas złoszczę, kiedy o tym myślę”. I tu tkwi sedno.

Emocje są jak fale.

Przychodzą, czujemy je w naszym ciele coraz mocniej, osiągają swój punkt kulminacyjny i opadają. Kiedy zgadzamy się na ten proces, kiedy czujemy, jak energia złości podnosi się w środku naszego ciała, jak robi nam się gorąco, napinają się nasze mięśnie, kiedy oddychamy czując ją – wtedy ta fala może opaść, a emocja może nas opuścić. Kiedy jednak chwilę po tym, jak energia złości rozpoczęła proces „wznoszenia się” w naszym ciele usiłujemy ją powstrzymać, napinamy mięśnie, wstrzymujemy oddech – najczęściej odruchowo i nieświadomie – dosłownie UTYKAMY w tej emocji.

Ten kto się ciągle złości – tak naprawdę nie daje sobie prawa do odczuwania tej emocji.

To trochę tak, jakby jadąc autem, dodawać gazu, równocześnie zaciągając ręczny hamulec. Tak funkcjonują właśnie osoby, które mówią „ja cały czas się złoszczę”. Nie dają sobie tak naprawdę prawa do swojej złości (hamulec), kiedy się ona pojawia (dodawanie gazu).

Tak, więc, jeśli chcesz pogodzić się z sytuacjami z przeszłości, konieczne będzie ponowne wejście w kontakt z emocjami, które ta sytuacja w Tobie wzbudza. Bez tego, sama decyzja, sama chęć wybaczania, czy zaakceptowania tego, co się wydarzyło będzie niewystarczająca.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *